






















Polska polityka od lat traktuje naukę jak zbędny balast, choć bez niej państwo działa jak samolot bez skrzydeł – niby ruszy, ale nie poleci. Problem nie musi wynikać ze złej woli polityków, lecz z faktu, że nikt im nigdy nie wyjaśnił, po co właściwie jest nauka.

Mateusz Morawiecki próbuje wyjść z cienia, do którego po przegranych wyborach wepchnęło go jego środowisko polityczne. Policzył szable swojej frakcji „harcerzy” i zakłada stowarzyszenie. Dziś to przede wszystkim zajmowanie pozycji negocjacyjnej wewnątrz własnej partii. W przyszłości być może samodzielny projekt. W który jednak bardzo łatwo będzie uderzyć negatywną kampanią.

Jeszcze niedawno ślub był normą, dziś coraz częściej jest wyjątkiem. Statystyki pokazują, że Polacy masowo rezygnują z obrączek, a tradycyjny model rodziny traci społeczne znaczenie.


Mateusz Morawiecki próbuje wyjść z cienia, do którego po przegranych wyborach wepchnęło go jego środowisko polityczne. Policzył szable swojej frakcji „harcerzy” i zakłada stowarzyszenie. Dziś to przede wszystkim zajmowanie pozycji negocjacyjnej wewnątrz własnej partii. W przyszłości być może samodzielny projekt. W który jednak bardzo łatwo będzie uderzyć negatywną kampanią.


Podczas konwencji PiS w Bydgoszczy zauważono, że nauka jest jednym z fundamentów siły państwa – zarówno w wymiarze gospodarczym, jak i cywilizacyjnym. Deklaracje zwiększenia finansowania nauki, poprawy warunków pracy naukowców czy przeciwdziałania odpływowi talentów są słuszne. Problem w tym, że środowisko naukowe słyszy je od lat. Same obietnice nie przełożą się na realne zmiany, ani na wzrost konkurencyjności Polski. Politycy powinni o tym pamiętać nie tylko przed wyborami.


Polska polityka od lat żyje kompleksem Węgier – a właściwie Viktora Orbána, który stał się dla kolejnych ekip w Warszawie zarówno wzorem sprawczości, jak i źródłem frustracji. Zależność od węgierskiego premiera jest dziś tak silna, że wynik wyborów w kilkakrotnie mniejszym państwie może wywołać w Polsce euforię lub żałobę.


Sobota była pierwszym wiosennym starciem między rządzącą Koalicją Obywatelską a opozycyjnym Prawem i Sprawiedliwością. Partie od dwóch dekad monopolizujące krajową scenę polityczną nie zaprezentowały niczego nowego, jednocześnie ze swoich kubłów wyciągnęły stare i zgrane motywy, proponując twórcze rozwinięcie skrótu MPO – mobilizacji, polaryzacji i organizacji przed jesienną bitwą w 2027 r. Prawo inżyniera Mamonia nad Wisłą zagościło na dobre.


Świat kończył się nam już tyle razy, że powoli trudno nadążyć za kolejnymi apokalipsami. Dorastaliśmy w epoce przepowiedni, które miały zmieść nas z powierzchni ziemi. Tymczasem wciąż tu jesteśmy, za to nasze nerwy i portfele regularnie przechodzą stres-testy. Każde „ostateczne” zagrożenie okazuje się tylko kolejną rundą w grze, w której ktoś zawsze traci, a ktoś inny – całkiem nieźle zarabia.