


Szkolny Facebook pełen jest uśmiechniętych twarzy uczniów. Dla jednych to niewinna dokumentacja życia szkoły, dla innych forma marketingu, która naraża dzieci na utratę prywatności i pozostawia po nich cyfrowy ślad na całe życie. Spór o publikowanie zdjęć uczniów właśnie wchodzi w nową fazę.

Mój syn rozpoczyna rok szkolny. Ostatni raz. Potem już tylko matura i fajrant. Tę epokę żegnam nie bez ulgi. Ale nie z powodu szkół (choć bywały kiepskie, z jednej młodego zabraliśmy), nauczycieli (niektórzy byli zaskakująco głupi, ale niektórzy zaskakująco mądrzy) czy innych dzieci (trudno mieć do nich pretensje, że są dziećmi). Najgorzej będę wspominał innych rodziców.

W polskich miastach mieszkań na wynajem krótkoterminowy jest już tyle, co pokoi hotelowych, a w Trójmieście i Zakopanem nawet więcej. Ten segment, dziś porównywalny skalą z całą branżą hotelową, wciąż nie podlega w Polsce żadnym normom bezpieczeństwa ani realnemu opodatkowaniu, a jego rozrost pustoszy centra miast.

Prezydent Karol Nawrocki podczas dzisiejszego wystąpienia na Westerplatte nie ograniczył się jedynie do ponowienia żądania reparacji ani do kolejnego przypomnienia Niemcom o ich historycznej odpowiedzialności. W jego przemówieniu pojawił się element znacznie bardziej interesujący z punktu widzenia bieżącej polityki państwa. Było nim bezpośrednie wezwanie do rzeczywistej realizacji partnerstwa polsko-niemieckiego.

Zakaz telefonów w szkołach podstawowych można uznać za zwycięstwo zdrowego rozsądku. Można też zobaczyć w nim coś niepokojącego: powrót do modelu, w którym szkoła nie dostosowuje się do rzeczywistości, lecz próbuje ją narzucać uczniom i ich rodzicom.